lirikcinta.com
a b c d e f g h i j k l m n o p q r s t u v w x y z 0 1 2 3 4 5 6 7 8 9 #

lirik lagu 50inn – zero (pl)

Loading...

[intro]
nascar wpada jak feta na farta
to nowy cut-up jak stuff w gramach, łap wrażenia w częściach
nascar wpada jak feta na farta
wydrą cię ochłapy z gardła, zadanie, złudzenie szczęścia

[zwrotka 1]
nascar wpada jak feta na farta
to nowy cut-up jak stuff w gramach
ta gra wypierdala nas z nas samych jak nasa
każdy szary pixel krzyczy: cyfry wypierdalać z ciała
eenie minie mani mówił o tym, ale zaraz zaraz
eenie minie mani coś tam mówił, ale o tym zaraz
ty szukasz oparcia u mas, choć znasz skutki jak palacz
lubisz se napluć w twarz, wybulić hajs i mieć kaca
bo prawda bywa dwuznaczna jak tępa bladź w la mania
jedno spojrzenie ma wiedzieć ile jest warta ta szmata
ciało jak mugwump zna wszystkie plugawe zaklęcia
prawie jak karma w nas, kiedy się pchamy do pieca
ale bez ciała ten świat to tylko jebany erzac
i nie ma znaczenia fakt, że to nie zmysły, a ekran
niech wpada nova police, se tylko sączymy nektar
w ośrodkach chorych ambicji enzymy płodzą nieszczęścia
głupcy, apasze, artyści, za nimi zejdziesz do piekła
przy taśmach siły tak tanie jak wypruwane z nich dzieła
nie ma marzenia bez skazy, osiedla w cieniu ich fabryk
jak echa znad aleksandrii, to raczej rzeźnia, nie azyl
mi mówią antibarbarus, kiedy się pcham na te ślady
zdesperowany jak ah pook z wylotem lufy u twarzy
z pilotem dupy z kanapy dzisiaj nie ruszą już za nic
tak działa siła i nawyk, to nowe światło oświaty
leje na łaskę owacji, powoli pęka mi głowa
toast za lata pogardy, węszą bękarty pawłowa
latam od bandy do bandy, siedzisz i patrzysz na to
daytona beach, stany, dwieście okrążeń, to samo (nascar)
czy to o latach, gdy z diabłem miałem tu fight co rano?
choć skurwiel sam już nie wiedział, kto tu jest wilk, a kto zając
a może mówię o sztuce, od kiedy “z” z “t” olały sukę i obok stoją jak zero i treść?
prawie jak zero i sen, bo żeby spisać te wersy
serio musiałem go spędzić z powiek jak setki mój portfel
zamykam oczy i grę, to solus ipse, nie wierzysz
ej, musisz serio się cenić, człowiek, jak setki mój portfel
i to jest dopiero ch-r-, ty swoje, dopiero wtorek
która aleja, kwatera, to cmentarz? – co ty, biurowiec?
jedni chorują na wolnośc i z nią się biją pod blokiem
inni na przestrzeń pięter, błękit za szybami okien
jak w wyro pudla wbijasz i tak cię zwija, że amen
albo w krainie ciemności, że ciągle szyja i parter
to kurwa kończę i znikam, nara jak piotr marek
zawsze się znajdzie unikat, co ma aż tak wyjebane
nie takie kluby olałem, dwadzieścia siedem za pasem
i nie że całkiem outsidem lecę, bo znowu na trasie
a znając wasze wygrane, wolę już zamykać stawkę
jak czarne konie na drodze do nieba z napisem: “slaughterhouse”

[tekst i adnotacje na rap g*nius polska]